Grafiki dla przyjaciela
Chorzowianin 2008-12-16
W Galerii Spełnionych Marzeń działającej w Klubie Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. Młodzieżowej Józef Osadnik (rocznik 1943) zaprezentował debiutancką wystawę grafik.
Wcześniej o tej jego twórczości wiedzieli nieliczni. Przez skromność autora prac. Współtwórca galerii, Krzysztof Łazikiewicz z okazji wystawy podarował mu zamiast kwiatów zestaw profesjonalnych ołówków do pracy, a kierownik klubu Ireneusz Warta wręczył gumkę „na wszelki wypadek”.
- Tytuł wystawy jest nieco przewrotny, bo z jednej strony adresowany imiennie do konkretnej osoby, a z drugiej strony bezimienny, z myślą o tych wszystkich moich przyjaciołach, których się przez całe życie trochę nazbierało – mówi Józef Osadnik.
Przyjaciel o którym mówi, to Ryszard Pawlik, zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, sekretarz Rady Osiedla „Różana-Gałeczki”. Znają się od ponad pół wieku, przyjaźń przetrwała próby czasu, pobyty w wojsku (Józef Osadnik służył w marynarce wojennej, Ryszard Pawlik w lotnictwie). Ich życiowe losy toczyły się własną koleją, w nawale obowiązków rodzinnych i zawodowych zawsze znajdowali choć chwilę czasu na rozmowę, serdeczny kontakt.
Wystawa prezentuje prace Józefa Osadnika z lat 1970-2008. Najnowsze są grafiki powstałe w Suwałkach. – Spędziliśmy tam z żoną dwa tygodnie. W dwunastu swoich pracach starałem się pokazać moją fascynację tamtym niezwykłym, czystym ekologicznie terenem – opowiada. Wśród tych suwalskich grafik jest i ta szczególnie ważna dla autora – to kwiaty dla żony, z okazji czterdziestej rocznicy ślubu. – One nigdy nie zwiędną – podkreśla.
Dużo jest w jego pracach także rodzinnego Chorzowa, z którym czuje się silnie związany. To druga część ekspozycji w Galerii Spełnionych Marzeń. Trzecia pokazuje to, co silnie jest zakorzenione w wieloletnim nauczycielu techniki: szacunek do pięknych staroci. Kawałek miejsca w wystawowej sali zajęły też wykonane przez Józefa Osadnika modele redukcyjne. Autor długo prowadził jedyne w mieście zajęcia modelarstwa dla młodzieży. Na wernisaż przyniósł m.in. swoją chlubę – żaglowiec, który pochłonął cztery miesiące pracy, a także model ORP „Łoś”, wspomnienie z czasów wojska. – Na trałowcu spędziłem lata 1961-64, przetrwałem na nim konflikt kubański, który dla dzisiejszej młodzieży jest już zamierzchłą przeszłością, dla mnie zaś był czymś namacalnym, doświadczeniem, które nie wiadomo, jak mogło się skończyć – opowiada. – Kiedyś pokazałem ten model trałowca mojej wnuczce Ani. I powiedziałem jej, że przed laty trochę na nim odsłużyłem, a przez pierwszy rok nie było mowy o chodzeniu, bo po pokładzie się wyłącznie biegało. A ona popatrzyła na mnie, potem na model i stwierdziła z powagą. „To ty byłeś taki malutki?”. W pierwszym odruchu się uśmiechnąłem, że nie zrozumiała iż ma do czynienia zaledwie z modelem prawdziwego statku. Ale szybko przyszła mi do głowy smutna refleksja. Bo ja wówczas, na tym rzeczywistym ORP „Łoś”, który już nie istnieje, w pewnym sensie rzeczywiście byłem kimś bardzo malutkim – podsumowuje.
Józef Osadnik dał się poznać mieszkańcom Chorzowa jako autor dowcipnego komiksu „Grinpisy s Krajcoka (Jorg i Dyzio)”, który w roku 1991 ukazywał się na łamach „Gońca Górnośląskiego”, a w roku 2000 powrócił jeszcze w gazetce parafialnej parafii Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza w Chorzowie Batorym. Jorga i Dyzia także można przypomnieć sobie za sprawą jednej z wystawowych antyram.
- Tytuł wystawy jest nieco przewrotny, bo z jednej strony adresowany imiennie do konkretnej osoby, a z drugiej strony bezimienny, z myślą o tych wszystkich moich przyjaciołach, których się przez całe życie trochę nazbierało – mówi Józef Osadnik.
Przyjaciel o którym mówi, to Ryszard Pawlik, zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, sekretarz Rady Osiedla „Różana-Gałeczki”. Znają się od ponad pół wieku, przyjaźń przetrwała próby czasu, pobyty w wojsku (Józef Osadnik służył w marynarce wojennej, Ryszard Pawlik w lotnictwie). Ich życiowe losy toczyły się własną koleją, w nawale obowiązków rodzinnych i zawodowych zawsze znajdowali choć chwilę czasu na rozmowę, serdeczny kontakt.
Wystawa prezentuje prace Józefa Osadnika z lat 1970-2008. Najnowsze są grafiki powstałe w Suwałkach. – Spędziliśmy tam z żoną dwa tygodnie. W dwunastu swoich pracach starałem się pokazać moją fascynację tamtym niezwykłym, czystym ekologicznie terenem – opowiada. Wśród tych suwalskich grafik jest i ta szczególnie ważna dla autora – to kwiaty dla żony, z okazji czterdziestej rocznicy ślubu. – One nigdy nie zwiędną – podkreśla.
Dużo jest w jego pracach także rodzinnego Chorzowa, z którym czuje się silnie związany. To druga część ekspozycji w Galerii Spełnionych Marzeń. Trzecia pokazuje to, co silnie jest zakorzenione w wieloletnim nauczycielu techniki: szacunek do pięknych staroci. Kawałek miejsca w wystawowej sali zajęły też wykonane przez Józefa Osadnika modele redukcyjne. Autor długo prowadził jedyne w mieście zajęcia modelarstwa dla młodzieży. Na wernisaż przyniósł m.in. swoją chlubę – żaglowiec, który pochłonął cztery miesiące pracy, a także model ORP „Łoś”, wspomnienie z czasów wojska. – Na trałowcu spędziłem lata 1961-64, przetrwałem na nim konflikt kubański, który dla dzisiejszej młodzieży jest już zamierzchłą przeszłością, dla mnie zaś był czymś namacalnym, doświadczeniem, które nie wiadomo, jak mogło się skończyć – opowiada. – Kiedyś pokazałem ten model trałowca mojej wnuczce Ani. I powiedziałem jej, że przed laty trochę na nim odsłużyłem, a przez pierwszy rok nie było mowy o chodzeniu, bo po pokładzie się wyłącznie biegało. A ona popatrzyła na mnie, potem na model i stwierdziła z powagą. „To ty byłeś taki malutki?”. W pierwszym odruchu się uśmiechnąłem, że nie zrozumiała iż ma do czynienia zaledwie z modelem prawdziwego statku. Ale szybko przyszła mi do głowy smutna refleksja. Bo ja wówczas, na tym rzeczywistym ORP „Łoś”, który już nie istnieje, w pewnym sensie rzeczywiście byłem kimś bardzo malutkim – podsumowuje.
Józef Osadnik dał się poznać mieszkańcom Chorzowa jako autor dowcipnego komiksu „Grinpisy s Krajcoka (Jorg i Dyzio)”, który w roku 1991 ukazywał się na łamach „Gońca Górnośląskiego”, a w roku 2000 powrócił jeszcze w gazetce parafialnej parafii Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza w Chorzowie Batorym. Jorga i Dyzia także można przypomnieć sobie za sprawą jednej z wystawowych antyram.
KrzyK
Reklama:
