Ludzie się ucieszą

Chorzowianin 2009-04-15
Uroczystość to była wielka. Sala po brzegi pełna. Ciasto tego dnia było wyjątkowe pyszne. I śpiew inny niż zwykle. Chór chorzowskiego koła Polskiego Związku Niewidomych obchodził dziesięciolecie istnienia.
Ludzie się ucieszą
Karol Kampa 39 lat pracował w górnictwie. Tylko dwanaście lat spędził pod ziemią. Miał wypadek. Utrata wzroku to konsekwencja nieszczęśliwego zdarzenia. Do czasu operacji w latach dziewięćdziesiątych nic nie widział. Teraz jest już lepiej. – Za dnia jestem bohaterem, po ciemku już nie – mówi Karol Kampa, jeden z trzech mężczyzn w chórze. Chwali spotkania w związku. – Tu jest bardzo dobra atmosfera – przyznaje. Przychodzi tu dwa razy w tygodniu. W poniedziałki pośpiewa, a w czwartki pogra w karty. – Trudno się przyznać, ale trochę fałszuję. Najlepiej jest w kościele. Bo tam dużo ludzi śpiewa. Jak nie umiem, to wystarczy wargami poruszać. Tutaj się niestety nie da, bo pani akompaniator wszystko zauważy – śmieje się.

Próby prowadzi Maria Wielebska. – Nie można się spodziewać, że zaśpiewamy jakieś wyjątkowe pieśni. W chórze są starsi ludzie, dlatego trzeba znaleźć melodyjny repertuar. Najważniejsze, że udaje się tym ludziom ciekawie zapełnić czas – tłumaczy M. Wielebska.

Chór dziesięć lat temu założyła Adelajda Grzesik, prywatnie żona Mariana Grzesika, przewodniczacego chorzowskiego koła. – Na wycieczkach dużo śpiewaliśmy. W końcu mówimy: założymy sobie chór. Teraz w kilku domach opieki społecznej umilamy ludziom czas. Trochę pośpiewamy, ludzie się ucieszą – mówi A. Grzesik.

Na początku w chórze było piętnaście osób. A członków przybywa. Są nimi osoby niedowidzące i ich przewodnicy. Danuta Kukulska śpiewa w chórze od miesiąca. – Ludzie dużo serca w to wkładają. Jest przyjemnie - przyznaje. Ceni sobie, że może wspólnie śpiewać z innymi. Sama by się nie zdecydowała. – na emeryturze mam sporo czasu wolnego. Trzeba go jakoś wykorzystać – dodaje.

Śpiewają co się da. – Kolędy, pieśni kościelne, śląskie i patriotyczne – wylicza założycielka.
Prezes chorzowskiego koła bardzo lubi słuchać występów chóru. – Chciałbym, by pośpiewali gdzieś dalej, ale oni jeszcze zbytnio w siebie nie wierzą – tłumaczy M. Grzesik. Śpiewakom zbytnio na tym nie zależy. Dla nich najważniejsze, że mogą mile spędzić czas. Jak mówią, niemal jak w rodzinie.
 
(pam)

Reklama:

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.