SMS-y to pół biedy

Chorzowianin 2009-04-01
"A dziś może zostałby profesorem Wyższej Szkoły Handlowej albo urzędnikiem Ministerstwa Finansów. Wojażowałby wtedy po Europie na sympozja naukowe lub sesje europarlamentu. Wysyłałby do matki SMS-y lub czatowałby z nią". Zobacz, jak trudne było dyktnado pisane przez uczniów Akademickiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących.
SMS-y to pół biedy
Słowacki - globtroter w sepii czy w kolorach?

Wszyscy wiemy, że „Słowacki wielkim poetą był”, można by powiedzieć wieszczem wszech czasów. Gdyby jednak puścić wodze fantazji, to jaką karierę zrobiłby dziś ten poeta i biznesmen, a zarazem wytworny dandys w nienagannie skrojonym surducie, w koszuli z charakterystycznie rozłożonym kołnierzem ściągniętym srebrzystobłękitnym fontaziem.
Ponaddwudziestoletni poeta opuścił kraj, by nigdy do niego nie powrócić. Żmudna praca i niewielkie apanaże urzędnika zniechęciły go do pracy w kancelarii Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, mimo że mógłby zostać dyplomatą. A dziś może zostałby profesorem Wyższej Szkoły Handlowej albo urzędnikiem Ministerstwa Finansów. Wojażowałby wtedy po Europie na sympozja naukowe lub sesje europarlamentu. Wysyłałby do matki SMS-y lub czatowałby z nią.
Na pewno podróżowałby inaczej niż w niedawno napisanym wierszu Wisławy Szymborskiej „W dyliżansie”. Oto początkowe wersy utworu:
Na dachu dyliżansu mokną pudła i paczki
W środku ścisk, hałas, zaduch.
Dalej autorka kreśli postać melancholijnego młodzieńca w kompanii nietrzeźwych mężczyzn, zirytowanych kobiet i rozwrzeszczanych niemowląt. Niezharmonizowanie i niedopasowanie wieszcza stanowi jakże wyraźny dysonans z otoczeniem.
Poeta stara się zachować stoicki spokój i nie zauważać chamstwa hałastry wokół siebie. Rozkłada pomięte kartki, spomiędzy których wysunął się fioletowo-żółtawy chaber, machinalnie mnąc je z powrotem. Czyżby czytał list od naiwnej pensjonarki lub zachwyconej heroiny jego romansów? A może ze zblakniętych kartek sczerniały atrament przemawia słowami Salomei Bécu – strwożonej, zatroskanej i niespokojnej o kondycję jedynaka w dyliżansie mknącym wśród kniei i wzgórz północnej Szwajcarii.
Czas kończyć te półżartobliwe, daleko idące i półsenne mrzonki możliwe tylko w świecie nierzeczywistym i wrócić do Juliusza Słowackiego – patrona naszej szkoły. Pełno w niej wieszcza: począwszy od statui w holu, poprzez logo na mundurkach, a skończywszy na Hymnie Szkoły, który rozbrzmiewa chóralnie na niejednej akademii. Również podróżujemy ze Słowackim i wiele fotografii w naszej kronice świadczy o tym. „Testament mój” nie raz, nie dwa można było usłyszeć w wielu miejscach: w Krzemieńcu i w Berlinie, na Zaolziu i w Szkocji, na audiencji u Dalajlamy, a nawet na paryskiej karuzeli…
 

Reklama:

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.