Ruch zarobił. A teraz chce stadionu!

Chorzowianin 2010-08-12 | Komentarzy: 0
Do fazy grupowej Ligi Europejskiej „niebieskim” awansować się nie udało. Są jednak inne plusy. - Start Ruchu przyniósł kilkaset tysięcy zysku - ogłosił Dariusz Smagorowicz, przewodniczący Rady Nadzorczej spółki.
Ruch zarobił. A teraz chce stadionu!
Po 10 latach przerwy Ruch zaprezentował się na arenie międzynarodowej. Doszedł do III rundy eliminacji Ligi Europejskiej, Austria Wiedeń okazała się zbyt silna. W ten sam dzień, gdy „niebiescy” żegnali się z pucharami (5.08.), odpadły także dwie inne polskie drużyny - Jagiellonia i Wisła. Niektóre media ogłosiły, że to „czarny czwartek”, „kompromitacja”, „wstyd”.

Dostało się między innymi Ruchowi, który swój dwumecz w III rundzie przegrał najbardziej wyraźnie (1:3 i 0:3 z Austrią). Trener Waldemar Fornalik ma jednak wrażenie, że gromy, które spadły na jego zespół nie są zasłużone.

- Poczułem się w pewnym momencie tak, jakbyśmy coś złego zrobili, że to my graliśmy w Lidze Europejskiej, a nie na przykład Legia. Można mieć zastrzeżenia co do stylu i sposobu gry, ale w pucharach najważniejszy jest awans - przypomniał Fornalik, mając na myśli głównie krytykę po spotkaniach z Vallettą FC (ruch awansował do III rundy po dwóch remisach z Maltańczykami).

Spójrzmy prawdzie w oczy


- Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Gdzie jest nasza piłka? Kazachstan, Azerbejdżan, Armenia, Mołdawia, Macedonia - to już nie są chłopcy do bicia. Niektóre kluby mają budżety porównywalne lub większe od naszych klubów. W Polsce ludzie potrafią krytykować, ale nie potrafią powiedzieć, co zrobić, żeby było lepiej - dodał Fornalik.

Dyrektor klubu Mirosław Mosór nazwał występy w pucharach „bardzo fajną lekcją”. - Nie mamy się czego wstydzić, zarówno pod względem sportowym jak i organizacyjnym - przyznał.

A w innych ujęciach - finansowym i promocyjnym - można wręcz mówić o dużym sukcesie! Wyjaśnił to Dariusz Smagorowicz, przewodniczący Rady Nadzorczej. - Gdy awansowaliśmy do pucharów, mówiono, że to dopust boży albo nieszczęście dla klubu, że spadnie na nas cała seria plag, że będzie katastrofa. Tymczasem odnieśliśmy wielki sukces finansowy i marketingowy - mówił Smagorowicz.

Pokaźna nadwyżka

Zacznijmy od pieniędzy. Panuje przekonanie, że w początkowych rundach eliminacji pucharów trudno o zarobek. W przypadku Ruchu było jednak zupełnie inaczej. Za każdą rundę klub dostawał z UEFA po 90 tys. euro. Do tego sprzedał prawa do transmisji z meczu z Austrią Wiedeń telewizji ORF (austriacki odpowiednik naszej TVP) - za 40 tys. euro. Trzeba jeszcze wspomnieć o wpływach ze sprzedaży biletów (a na wszystkich trzech meczach na Cichej był prawie pełny stadion) oraz pieniądzach od sponsorów (głównie Tauronu).

Były oczywiście także koszty, głównie związane z podróżami. - Najdroższy był czarter do Karagandy (na mecz z Szachtiorem w I rundzie - przyp. red.), który pochłonął prawie całą kwotę z UEFA. Czarter na Maltę był niewspółmiernie tańszy - 40 tys. euro. A wyprawa do Wiednia to wydatek na poziomie 12 tys. euro - mówił szef Rady Nadzorczej.

Jak więc przedstawia się bilans finansowy występu „niebieskich” w LE? - Start Ruchu w Lidze Europejskiej przyniósł kilkaset tysięcy złotych zysku - poinformował Smagorowicz. Z obliczeń wynika, że chodzi o kwotę ok. 700 tys. złotych!

Pół godziny reklamy w ORF

Wspomnieliśmy także o aspekcie promocyjnym. Ostatni mecz pucharowy - w Wiedniu - zakończył się dotkliwą porażką drużyny, ale „zwycięstwem” dużej (ok. 1,5-tysięcznej) grupy kibiców Ruchu. Stworzyli oni bowiem na Franz-Horr-Stadion fantastyczną atmosferę. Austriacy byli zdumieni, że fani mogą tak świetnie się bawić i dopingować zespół, który przegrywał 0:3...

- To był kipiący wulkan energii, pozytywnych emocji. Austriacka publiczność, która jest bardzo wymagająca, oklaskiwała naszych kibiców. Po meczu podchodzili do mnie ludzie, gratulowali - mówił Smagorowicz.

Wszystkim najbardziej utkwił w pamięci moment, gdy austriacka telewizja ORF przez długie fragmenty wolała pokazywać znakomicie bawiących się sympatyków Ruchu, niż to, co działo się na boisku! - Czy ktoś zdaje sobie sprawę, jaką wartość ma taka reklama? W pierwszym programie austriackiej telewizji, w najlepszym paśmie reklamowym, przez trzydzieści minut - pytał szef Rady Nadzorczej.

„Bez stadionu nie będzie Ekstraklasy!”


Działacze Ruchu podkreślają, że była to promocja nie tylko klubu. Także miasta i całego regionu. Marzy im się, by takie widowiska - jak w Wiedniu - mogły się odbywać w Chorzowie. Do tego jednak potrzebny jest nowy stadion.

- Mecz w Wiedniu powinien stanowić niesamowity impuls do inwestowania w piłkę nożną przez władze naszego regionu i miasta. Bez nowego stadionu nie będzie Ruchu w Ekstraklasie! W tym sezonie sobie poradzimy, w następnym też, ale potem? Zaczniemy przegrywać z konkurencją, w innych miastach już powstały nowe obiekty - podkreślał Smagorowicz.
Michał Fabian

Reklama:

Dyskusja:

Polityka plików "cookie"

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w polityce prywatności.