Teraz na Maltę!
Chorzowianin 2010-07-09
|
Komentarzy: 0
Piękny rajd Rafała Grodzickiego zakończony podaniem z piętki prosto pod nogi Artura Sobiecha, który huknął tak, że bramkarz gości nie miał szans. Tak padła jedyna bramka w meczu rewanżowym Ruchu z Szachtiorem Karaganda.
Pierwsza przeszkoda w Lidze Europejskiej pokonana! Szachtior Karaganda sprawił sporo kłopotów „niebieskim”, ale - po golu Artura Sobiecha - po raz drugi musiał uznać ich wyższość. Chorzowianie zaś już w czwartek (15 lipca) rozpoczną rywalizację z maltańską drużyną Valletta FC. Przeciwnik teoretycznie słabszy od Kazachów, ale... nie dzielmy skóry na niedźwiedziu.
Po 2:1 w pierwszym meczu w Karagandzie Ruch przystępował do rewanżu z dość komfortowej sytuacji. Wystarczyło „pilnować” bezpiecznego rezultatu i starać się wykorzystać błędy zdeterminowanego rywala. Kazachowie bowiem zapowiadali, że postawią wszystko na jedną kartę i zagrają ofensywnie.
Błędy były, ale... w wykonaniu piłkarzy Ruchu. Jeden z nich już na początku meczu popełnił Maciej Sadlok, który - po perturbacjach z lotem do Kazachstanu - odzyskał miejsce w pierwszej „11”. W ataku Szachtiora szalał Aldin Dżidić, prawie dwumetrowy Bośniak. Nie potrafił jednak pokonać świetnie broniącego Krzysztofa Pilarza, a gdy raz to uczynił, to... ze spalonego.
- Szachtior stwarzał sytuacje, ale tylko i wyłącznie przez nasze błędy - mówił obrońca Ruchu Rafał Grodzicki. To on miał wielki udział w strzeleniu bramki w II połowie. Minął dwóch rywali, podał piętą do Artura Sobiecha (zakładając przy okazji „siatkę” jednemu z Kazachów!), a napastnik „niebieskich” już wiedział, co należy zrobić. To był jedyny gol rewanżu na Cichej.
Wpływ na postawę ekipy z Karagandy mogła mieć godzina rozegrania meczu (20.30). - Teraz u nas jest głęboka noc - mówił na pomeczowej konferencji trener Szachtiora Władimir Czeburin. Gdy w Polsce dochodziła 23.00, „zegary biologiczne” jego piłkarzy wskazywały trzecią nad ranem...
„Niebiescy” cieszyli się z awansu, ale jednocześnie zdawali sobie sprawę, że jeszcze nie są w najwyższej dyspozycji. - Było nerwowo, staraliśmy się nie stracić bramki. Zespół z Kazachstanu wcale nie był słabą drużyną - tłumaczył Sobiech, który w pierwszym meczu II rundy eliminacji LE zagrać nie może. Powód - w rewanżu z Szachtiorem dostał drugą żółtą kartkę w rozgrywkach.
„Abdula” zabraknie więc w meczu z Valletta FC, zastąpić go ma Sebastian Olszar. - Jestem do dyspozycji trenera - oznajmił napastnik, który ostatnio leczył uraz pięty.
Spotkanie na Malcie zostanie rozegrane 15 lipca o godz. 17.00. Gospodarze - wicemistrzowie swojego kraju - podejmą Ruch na Centenary Stadium, czyli Stadionie Stulecia. Co ciekawe, piłkarze grać będą na sztucznej murawie. Meczu niestety nie zobaczą w TV polscy kibice.
(fab)
Angielski styl
Przed wylotem na Maltę trener Waldemar Fornalik podzielił się informacjami na temat kolejnego rywala „niebieskich” w LE. Oto jego spostrzeżenia:
- Co wiemy o Maltańczykach? Mamy informacje ogólne, o kadrze, zawodnikach. Natomiast nie oglądaliśmy jeszcze meczów Valletty. Mirek Mosór (dyrektor klubu - przyp. red.) załatwia materiały wideo przez Polaka, który mieszka na Malcie. Będą na nas czekały na miejscu. Gabor Straka pytał kolegów ze słowackiego klubu Artmedia Petrżalka, którzy grali z Vallettą (w sezonie 2008/09 w eliminacjach Ligi Mistrzów; Słowacy wygrali 2:0 i 1:0 - przyp. red.). Dowiedział się, że Maltańczycy prezentują „angielski styl” - fizyczna gra, górne piłki. Taktycznie są nieźle ułożeni.
Zagramy na sztucznej murawie. Trochę to niecodzienna sytuacja, żeby latem na nią wychodzić. Temperatura przy gruncie może dochodzić do 50 stopni! Nie było więc sensu, żeby w tych upałach kazać zawodnikom trenować na sztucznej nawierzchni.
Zabieram 19 zawodników. Wypadł za kartki Artur Sobiech, a skręcony staw skokowy ma Damian Świerblewski. W kadrze są za to Grzegorz Bronowicki (został już potwierdzony do gry w LE - przyp. red.) i Patryk Stefański. Mamy nadzieję, że Maciek Sadlok dobrze zniesie podróż samolotem. Ma systematyczne spotkania z panią doktor. On też jest przekonany, że nic się tym razem nie wydarzy.
Cieszymy się, że na Malcie będą nas dopingować kibice. Słyszałem, że niektórzy wykupili tygodniowe wczasy na Malcie. To dobry pomysł. Nie są to koszty rzucające na kolana, w tym kraju jest bardzo przyjemnie, a przy okazji kibice będą mogli zobaczyć swoją drużynę.
Po 2:1 w pierwszym meczu w Karagandzie Ruch przystępował do rewanżu z dość komfortowej sytuacji. Wystarczyło „pilnować” bezpiecznego rezultatu i starać się wykorzystać błędy zdeterminowanego rywala. Kazachowie bowiem zapowiadali, że postawią wszystko na jedną kartę i zagrają ofensywnie.
Błędy były, ale... w wykonaniu piłkarzy Ruchu. Jeden z nich już na początku meczu popełnił Maciej Sadlok, który - po perturbacjach z lotem do Kazachstanu - odzyskał miejsce w pierwszej „11”. W ataku Szachtiora szalał Aldin Dżidić, prawie dwumetrowy Bośniak. Nie potrafił jednak pokonać świetnie broniącego Krzysztofa Pilarza, a gdy raz to uczynił, to... ze spalonego.
- Szachtior stwarzał sytuacje, ale tylko i wyłącznie przez nasze błędy - mówił obrońca Ruchu Rafał Grodzicki. To on miał wielki udział w strzeleniu bramki w II połowie. Minął dwóch rywali, podał piętą do Artura Sobiecha (zakładając przy okazji „siatkę” jednemu z Kazachów!), a napastnik „niebieskich” już wiedział, co należy zrobić. To był jedyny gol rewanżu na Cichej.
Wpływ na postawę ekipy z Karagandy mogła mieć godzina rozegrania meczu (20.30). - Teraz u nas jest głęboka noc - mówił na pomeczowej konferencji trener Szachtiora Władimir Czeburin. Gdy w Polsce dochodziła 23.00, „zegary biologiczne” jego piłkarzy wskazywały trzecią nad ranem...
„Niebiescy” cieszyli się z awansu, ale jednocześnie zdawali sobie sprawę, że jeszcze nie są w najwyższej dyspozycji. - Było nerwowo, staraliśmy się nie stracić bramki. Zespół z Kazachstanu wcale nie był słabą drużyną - tłumaczył Sobiech, który w pierwszym meczu II rundy eliminacji LE zagrać nie może. Powód - w rewanżu z Szachtiorem dostał drugą żółtą kartkę w rozgrywkach.
„Abdula” zabraknie więc w meczu z Valletta FC, zastąpić go ma Sebastian Olszar. - Jestem do dyspozycji trenera - oznajmił napastnik, który ostatnio leczył uraz pięty.
Spotkanie na Malcie zostanie rozegrane 15 lipca o godz. 17.00. Gospodarze - wicemistrzowie swojego kraju - podejmą Ruch na Centenary Stadium, czyli Stadionie Stulecia. Co ciekawe, piłkarze grać będą na sztucznej murawie. Meczu niestety nie zobaczą w TV polscy kibice.
(fab)
Angielski styl
Przed wylotem na Maltę trener Waldemar Fornalik podzielił się informacjami na temat kolejnego rywala „niebieskich” w LE. Oto jego spostrzeżenia:
- Co wiemy o Maltańczykach? Mamy informacje ogólne, o kadrze, zawodnikach. Natomiast nie oglądaliśmy jeszcze meczów Valletty. Mirek Mosór (dyrektor klubu - przyp. red.) załatwia materiały wideo przez Polaka, który mieszka na Malcie. Będą na nas czekały na miejscu. Gabor Straka pytał kolegów ze słowackiego klubu Artmedia Petrżalka, którzy grali z Vallettą (w sezonie 2008/09 w eliminacjach Ligi Mistrzów; Słowacy wygrali 2:0 i 1:0 - przyp. red.). Dowiedział się, że Maltańczycy prezentują „angielski styl” - fizyczna gra, górne piłki. Taktycznie są nieźle ułożeni.
Zagramy na sztucznej murawie. Trochę to niecodzienna sytuacja, żeby latem na nią wychodzić. Temperatura przy gruncie może dochodzić do 50 stopni! Nie było więc sensu, żeby w tych upałach kazać zawodnikom trenować na sztucznej nawierzchni.
Zabieram 19 zawodników. Wypadł za kartki Artur Sobiech, a skręcony staw skokowy ma Damian Świerblewski. W kadrze są za to Grzegorz Bronowicki (został już potwierdzony do gry w LE - przyp. red.) i Patryk Stefański. Mamy nadzieję, że Maciek Sadlok dobrze zniesie podróż samolotem. Ma systematyczne spotkania z panią doktor. On też jest przekonany, że nic się tym razem nie wydarzy.
Cieszymy się, że na Malcie będą nas dopingować kibice. Słyszałem, że niektórzy wykupili tygodniowe wczasy na Malcie. To dobry pomysł. Nie są to koszty rzucające na kolana, w tym kraju jest bardzo przyjemnie, a przy okazji kibice będą mogli zobaczyć swoją drużynę.
(f)
Reklama:


Dyskusja: